piątek, 23 listopada 2012

Tężnia

Kiedy zerknęłam przez okno, ze smutkiem stwierdziłam, że rzeczywiście w tajemniczym mieście nie ma żywej duszy... Ławki były puste, wszystko pokryte kurzem. Odwróciłam się i jakież było moje zdumienie, gdy zorientowałam się, że stoję przy tężni! Wkoło unosił się specyficzny, słony zapach. Wtem dostrzegłam ruch przy jednym z drzew otaczających polankę. Kształt poruszał się i wyglądał jak człowiek. Niewiele się zastanawiając, skoczyłam za nim. Biegłam przez alejki w pięknym parku, mijałam ławeczki i latarnie, ale mroczny kształt wciąż miał nade mną przewagę, jak gdyby był zawodowym biegaczem. Zatrzymałam się, by złapać oddech i zrozumiałam, że znów stoję tuż przy tężni. Jak gdyby nic się nie zmieniło! Stanęłam bliżej niej  i zaczęłam krążyć wokół, by się uspokoić. Kot podążył za mną.

niedziela, 18 listopada 2012

Spokojnie, to tylko miasto widmo!

Tego, co zobaczyłam ,nie mogłam się w żaden sposób spodziewać... Wokół nie było ani wieżowców, ani

kamienic, okolica była zupełnie inna niż ta, w której znalazłam się ostatnio. Odrobinę skonsternowana,

rozejrzałam się. Stałam pośrodku placu, na środku którego królował kościółek z czerwonej cegły. Pod

stopami miałam kostkę brukową i, oczywiście, kota. Zwierzę oparło się łapkami o brzeg moich spodni i

zaczęło mruczeć. Jakże niepokojący wydał mi się ten dźwięk w obliczu dojmującej ciszy. W miasteczku, w

którym byłam, nie widać było żywego ducha... Obejrzałam się za siebie i nie zobaczyłam drzwi, przez które

tu się dostałam... Dziwne, pomyślałam, ale czułam potrzebę obejrzenia tego wymarłego miasta. W

towarzystwie futrzaka ruszyłam w kierunku kościoła- pierwszego punktu orientacyjnego.

Chciałam otworzyć drzwi, ale na próżno próbowałam- były zamknięte na trzy spusty!

Podeszłam ostrożnie do najbliższego okna i wspięłam się na palce, by cokolwiek zobaczyć...


Bazjel

Początki opowiadań ;)

Z pamiętnika dzika, czyli bajka o kocie...



Stałam na przystanku, tonącym w strugach deszczu... Nagle poczułam, jak coś miękkiego 

ociera się o mą dłoń. Zerknęłam w dół i zobaczyłam kota. Spojrzał na mnie gniewnie i ruszył 

wąską alejką. Nie zastanawiając się długo, pognałam za nim. Świat wokół jakby przyspieszył. 

Zobaczyłam migające światła i zorientowałam się, że jestem w zupełnie innym miejscu niż 

przed chwilą. Zamiast strzelistych bloków widziałam jedynie stare kamienice. Wtem 

dostrzegłam puszysty ogon, znikający  w wąskich drzwiach. Przeszłam przez nie i znalazłam się 

w kasynie. Mój milczący towarzysz prowadził mnie od punktu do punktu, ogonem wskazując, 

przy którym stoliku mam usiąść. Kot zapewnił mi najlepszą drogę do wygranej, nim się 

zorientowałam, kieszenie mojego trencza pełne były żetonów. Ledwie wymieniłam je na 

gotówkę, a kot wybiegł truchcikiem z kasyna. Ruszyłam za nim na zalaną słońcem ulicę... 




Bajzel