Spokojnie, to tylko miasto widmo!
Tego, co zobaczyłam ,nie mogłam się w żaden sposób spodziewać... Wokół nie było ani wieżowców, anikamienic, okolica była zupełnie inna niż ta, w której znalazłam się ostatnio. Odrobinę skonsternowana,
rozejrzałam się. Stałam pośrodku placu, na środku którego królował kościółek z czerwonej cegły. Pod
stopami miałam kostkę brukową i, oczywiście, kota. Zwierzę oparło się łapkami o brzeg moich spodni i
zaczęło mruczeć. Jakże niepokojący wydał mi się ten dźwięk w obliczu dojmującej ciszy. W miasteczku, w
którym byłam, nie widać było żywego ducha... Obejrzałam się za siebie i nie zobaczyłam drzwi, przez które
tu się dostałam... Dziwne, pomyślałam, ale czułam potrzebę obejrzenia tego wymarłego miasta. W
towarzystwie futrzaka ruszyłam w kierunku kościoła- pierwszego punktu orientacyjnego.
Chciałam otworzyć drzwi, ale na próżno próbowałam- były zamknięte na trzy spusty!
Podeszłam ostrożnie do najbliższego okna i wspięłam się na palce, by cokolwiek zobaczyć...
Bazjel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz