niedziela, 18 listopada 2012

Spokojnie, to tylko miasto widmo!

Tego, co zobaczyłam ,nie mogłam się w żaden sposób spodziewać... Wokół nie było ani wieżowców, ani

kamienic, okolica była zupełnie inna niż ta, w której znalazłam się ostatnio. Odrobinę skonsternowana,

rozejrzałam się. Stałam pośrodku placu, na środku którego królował kościółek z czerwonej cegły. Pod

stopami miałam kostkę brukową i, oczywiście, kota. Zwierzę oparło się łapkami o brzeg moich spodni i

zaczęło mruczeć. Jakże niepokojący wydał mi się ten dźwięk w obliczu dojmującej ciszy. W miasteczku, w

którym byłam, nie widać było żywego ducha... Obejrzałam się za siebie i nie zobaczyłam drzwi, przez które

tu się dostałam... Dziwne, pomyślałam, ale czułam potrzebę obejrzenia tego wymarłego miasta. W

towarzystwie futrzaka ruszyłam w kierunku kościoła- pierwszego punktu orientacyjnego.

Chciałam otworzyć drzwi, ale na próżno próbowałam- były zamknięte na trzy spusty!

Podeszłam ostrożnie do najbliższego okna i wspięłam się na palce, by cokolwiek zobaczyć...


Bazjel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz