Z pamiętnika dzika, czyli bajka o kocie...
Stałam na przystanku, tonącym w strugach deszczu... Nagle poczułam, jak coś miękkiego
ociera się o mą dłoń. Zerknęłam w dół i zobaczyłam kota. Spojrzał na mnie gniewnie i ruszył
wąską alejką. Nie zastanawiając się długo, pognałam za nim. Świat wokół jakby przyspieszył.
Zobaczyłam migające światła i zorientowałam się, że jestem w zupełnie innym miejscu niż
przed chwilą. Zamiast strzelistych bloków widziałam jedynie stare kamienice. Wtem
dostrzegłam puszysty ogon, znikający w wąskich drzwiach. Przeszłam przez nie i znalazłam się
w kasynie. Mój milczący towarzysz prowadził mnie od punktu do punktu, ogonem wskazując,
przy którym stoliku mam usiąść. Kot zapewnił mi najlepszą drogę do wygranej, nim się
zorientowałam, kieszenie mojego trencza pełne były żetonów. Ledwie wymieniłam je na
gotówkę, a kot wybiegł truchcikiem z kasyna. Ruszyłam za nim na zalaną słońcem ulicę...
Bajzel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz