Tężnia
Kiedy zerknęłam przez okno, ze smutkiem stwierdziłam, że rzeczywiście w tajemniczym mieście nie ma żywej duszy... Ławki były puste, wszystko pokryte kurzem. Odwróciłam się i jakież było moje zdumienie, gdy zorientowałam się, że stoję przy tężni! Wkoło unosił się specyficzny, słony zapach. Wtem dostrzegłam ruch przy jednym z drzew otaczających polankę. Kształt poruszał się i wyglądał jak człowiek. Niewiele się zastanawiając, skoczyłam za nim. Biegłam przez alejki w pięknym parku, mijałam ławeczki i latarnie, ale mroczny kształt wciąż miał nade mną przewagę, jak gdyby był zawodowym biegaczem. Zatrzymałam się, by złapać oddech i zrozumiałam, że znów stoję tuż przy tężni. Jak gdyby nic się nie zmieniło! Stanęłam bliżej niej i zaczęłam krążyć wokół, by się uspokoić. Kot podążył za mną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz